Dobrze, że kiedyś nie było takich cyrków Rodzic pakował lub pomagał w pakowaniu. Pomagał zatargać plecak w miejsce zbiórki. Wpakował dziecko do autokaru pomachał i tyle Teraz dzieciaki są jak psy na smyczy. Najlepiej, żeby się z telefonami nie rozstawały, i nie daj Boże jak nie odbierze telefonu to najczarniejsze myśli nachodzą Kiedyś mieliśmy lepsze życie Teraz ludziom się najwyraźniej nudzi Proponuję, by taki nadopiekuńczy rodzic zabrał się z dzieckiem na wycieczkę Niech jedzie cały czas za autobusem Albo w innym wagonie Problem z samolotem, bo trzeba, by lecieć centralnie za nim, a to już takie proste nie jest Potem dziwota, że dzieci sobie same z problemami nie radzą.
Jak Wasze pociechy jadą na wakacje to śledzicie ich trasę, aż dotrą na miejsce czy czekacie aż same do Was zadzwonią i powiedzą, że są już na miejscu? Moja bratowa ma na tym punkcie bzika i całą noc siedzi nad ekranem i patrzy gdzie jej syn jest w danej chwili w pociągu Ja po wejściu dzieci do autobusu lub pociągu (samolotem jeszcze nie leciały ) czekam, aż odezwą się jak dojadą na miejsce. Wychodzę z założenia, że nawet jeśli autobus czy pociąg ulegnie awarii to ja i tak nie jestem w stanie im pomóc, bo nie mam jak. A gapienie się na kropkę na ekranie nie sprawi, że dojadą szybciej czy bez problemów Chyba, że to oznacza, że jestem wyrodną matką, bo nie martwię się na zapas? Jak to jest z Wami?
Szczerze to nie wiem co komu daje takie śledzenie. Przecież i tak po wejściu np. na statek nie mamy wpływu na to co się wydarzy.
Jak Wasze pociechy jadą na wakacje to śledzicie ich trasę, aż dotrą na miejsce czy czekacie aż same do Was zadzwonią i powiedzą, że są już na miejscu? Moja bratowa ma na tym punkcie bzika i całą noc siedzi nad ekranem i patrzy gdzie jej syn jest w danej chwili w pociągu Ja po wejściu dzieci do autobusu lub pociągu (samolotem jeszcze nie leciały ) czekam, aż odezwą się jak dojadą na miejsce. Wychodzę z założenia, że nawet jeśli autobus czy pociąg ulegnie awarii to ja i tak nie jestem w stanie im pomóc, bo nie mam jak. A gapienie się na kropkę na ekranie nie sprawi, że dojadą szybciej czy bez problemów Chyba, że to oznacza, że jestem wyrodną matką, bo nie martwię się na zapas? Jak to jest z Wami?
Ja nie śledzę. Szczerze mówiąc nawet mi to do głowy nigdy nie przyszło
Jak Wasze pociechy jadą na wakacje to śledzicie ich trasę, aż dotrą na miejsce czy czekacie aż same do Was zadzwonią i powiedzą, że są już na miejscu? Moja bratowa ma na tym punkcie bzika i całą noc siedzi nad ekranem i patrzy gdzie jej syn jest w danej chwili w pociągu Ja po wejściu dzieci do autobusu lub pociągu (samolotem jeszcze nie leciały ) czekam, aż odezwą się jak dojadą na miejsce. Wychodzę z założenia, że nawet jeśli autobus czy pociąg ulegnie awarii to ja i tak nie jestem w stanie im pomóc, bo nie mam jak. A gapienie się na kropkę na ekranie nie sprawi, że dojadą szybciej czy bez problemów Chyba, że to oznacza, że jestem wyrodną matką, bo nie martwię się na zapas? Jak to jest z Wami?
Dzieci jadą na wakacje
Obserwuj wątekOdp: Odp: Dzieci jadą na wakacje
robaczek
Dobrze, że kiedyś nie było takich cyrków Rodzic pakował lub pomagał w pakowaniu. Pomagał zatargać plecak w miejsce zbiórki. Wpakował dziecko do autokaru pomachał i tyle Teraz dzieciaki są jak psy na smyczy. Najlepiej, żeby się z telefonami nie rozstawały, i nie daj Boże jak nie odbierze telefonu to najczarniejsze myśli nachodzą Kiedyś mieliśmy lepsze życie Teraz ludziom się najwyraźniej nudzi Proponuję, by taki nadopiekuńczy rodzic zabrał się z dzieckiem na wycieczkę Niech jedzie cały czas za autobusem Albo w innym wagonie Problem z samolotem, bo trzeba, by lecieć centralnie za nim, a to już takie proste nie jest Potem dziwota, że dzieci sobie same z problemami nie radzą.
Odp: Dzieci jadą na wakacje
biedroneczki
Szczerze to nie wiem co komu daje takie śledzenie. Przecież i tak po wejściu np. na statek nie mamy wpływu na to co się wydarzy.
Odp: Dzieci jadą na wakacje
ciasteczka
Ja nie śledzę. Szczerze mówiąc nawet mi to do głowy nigdy nie przyszło
Dzieci jadą na wakacje
mocsłodkości