Wszędzie ziemia namokła i łzami zalana,
Gdzie koła bruzdy krają na nagich jej plecach.
Gdzie przedtem lekko było w dwie szkapy obrócić,
Tam teraz w cztery konie ujechać niełatwo.
Skrzypiąc na osiach ciężko pokutują koła
I rwąc ziemię namokłą rozpryskują błoto.
Jak okiem sięgnąć pola i łąki zalało,
A deszcz ludziom po plecach zacina jak biczem.
Łapcie i but dziurawy piją wodę z kałuż
I depcąc straszne błoto ciamkają jak w cieście.
O gdzieście się podziały pogodne dni wiosny
Gdy po raz pierwszy w izbie otwierając okna
Ciepły promyk nas słońca grzejącego witał?
(Krystyn Donelajtis, Pory roku, "Dary jesieni", 1765-1775, przeł. Zygmunt Ławrynowicz, Pojezierze, Olsztyn-Białystok 1982)
Witajcie o poranku...
Obserwuj wątekOdp: Witajcie o poranku...
Wszędzie ziemia namokła i łzami zalana,
Gdzie koła bruzdy krają na nagich jej plecach.
Gdzie przedtem lekko było w dwie szkapy obrócić,
Tam teraz w cztery konie ujechać niełatwo.
Skrzypiąc na osiach ciężko pokutują koła
I rwąc ziemię namokłą rozpryskują błoto.
Jak okiem sięgnąć pola i łąki zalało,
A deszcz ludziom po plecach zacina jak biczem.
Łapcie i but dziurawy piją wodę z kałuż
I depcąc straszne błoto ciamkają jak w cieście.
O gdzieście się podziały pogodne dni wiosny
Gdy po raz pierwszy w izbie otwierając okna
Ciepły promyk nas słońca grzejącego witał?
(Krystyn Donelajtis, Pory roku, "Dary jesieni", 1765-1775, przeł. Zygmunt Ławrynowicz, Pojezierze, Olsztyn-Białystok 1982)