Odp: Czas na wiśniowe szaleństwa...
Wiecie, ja jeszcze nie robiłam nalewki wiśniowej, aż w tym roku bym zaryzykowała - Bahus przekonałeś mnie 
na weekend jadę na wieś, mam nadzieję, że na drzewie coś się ostanie i będzie z czego robić
Staż w Gotujmy: 5858 dni
Miasto: Warszawa
Wiecie, ja jeszcze nie robiłam nalewki wiśniowej, aż w tym roku bym zaryzykowała - Bahus przekonałeś mnie 
na weekend jadę na wieś, mam nadzieję, że na drzewie coś się ostanie i będzie z czego robić
Cześć Basiu! Rozgość się u nas i czuj jak u siebie (bo jesteś już u siebie
)
W razie pytań czy problemów na pewno każdy chętnie Ci pomoże i podpowie. A zwłaszcza śmiało zawracaj głowę moderatorom - są nimi misia5, Babciagramolka i ja - czyli cherry, które są naprawdę bardzo miłe i pomocne 


Cherry
nylon
lon
byłeś blisko - dwie i pół 
dzieciaków sporo, boi większość atrakcji dla nich, a odsetek popsutych sprzętów jak mówili wynosi obecnie 3-4 %
Hej hej 
w sobotę byłam w Centrum Nauki Kopernika w Warszawie. Centrum działa już ponad pół roku, a wciąż przychodzą tłumy ludzi...
wiecie, ile stałam (na deszczu) w kolejce?
junkers
kers
Bahus napisał(a): Zawsze mam zapas na dwa obiady i dwie kolacje dla czterech osób. Natomiast ciągle brakuje mi soli (zapominam kupić
)
To może dobrze że soli brakuje, bo w nadmiarze szkodzi
Bób jest niedoceniany - między innymi przeze mnie. Ale moja babcia zawsze ma go w ogrodzie aż za dużo, więc obdziela wszystkich
Kochani,
do większości z was zapewne dotarły już nagrody,
dostałam informację, że kilka osób będzie musiało poczekać dłużej, wysyłki zostaną zorganizowane najpóźniej w najbliższy poniedziałek, czyli 20 czerwca.
Także nie martwcie się, na pewno wkrótce wszystko do was dotrze 

Buziaki,
Cherry
edem napisał(a): Masz rację, nie ma co uogólniać. Ale widzisz, przy kontrowersyjnych tematach już tak jest, że jak się wypowiesz to już cię sytuują na którymś z końców continuum... Owszem, zdarzają się jeszcze i ludzie porządni. Ale tych już ze świecą szukać. A jeśli chodzi o nadętych buców z miasta - też masz po części rację. Ci z kolei uwielbiają się wywyższać i obnosić, więc są sobie po części winni wakacyjnej (i nie tylko) drożyźnie. Najgorsi chyba są a la kosmopolici - co wylecą z rodzinnej prowincji do miasta, stają się Państwem Wielkomiastowym i ani im się śni przyznać się do prawdziwego pochodzenia. Takich typów spotkałam nie raz i nie dwa. Wyraźnie widać, że woda sodowa uderzyła im do głowy.
hehe, miałam kolegę "z Siedlec" co sobie na 5. roku studiów przypomniał, że z jego rodzinnej miejscowości do Siedlec to bez mała 20 km było
co się okazało kiedy go odwiedzaliśmy. Mojej rodzinnej miejscowości prawie na co drugiej mapie nie ma, i to, że nie jestem z wielkiego miasta powoduje, że wyjeżdżając z warszawy naprawdę odpoczywam... jadę do DOMU, gdzie można leżeć w trawie, palić grilla w ogródka i słuchać, jak w stawie u sąsiada kumkają żaby 
I czas zdecydowanie wolniej płynie.
Ale odbiegam od tematu. Co do drożyzny chciałam jeszcze dodać, że kiedyś widziałam nad jakimś zalewem w małym barze serwowali gotowaną kolbę kukurydzy - za 10 zł(!), przy czym śmierdziała stęchlizną...